Blog > Komentarze do wpisu
Nie ma to jak kurier...

Ponoć w każdym facecie jest coś z gadżeciarza. We mnie jest na pewno… wprawdzie moje skromne środki finansowe nie pozwalają mi panoszyć się po mieście z najnowszym modelem telefonu i to najlepiej zmienianym co kilka miesięcy… ale każdy orze jak może… ja też fajnym gadżetem nie wzgardzę:)

Ostatnio postanowiłem że kupię sobie słuchawkę bluetooth do telefonu. W gruncie rzeczy zostałem namówiony do tego rodzaju zakupu przez moją rodzicielkę… która dostawała gęsiej skórki na myśl o mojej ułańskiej fantazji (a raczej głupocie) bo gdy jadąc samochodem prowadzę jedną ręką gdyż druga dzielnie trzyma telefon… Do tego stwierdziła że sprezentuje mi ją na dzień dziecka… (jak to dobrze że zawsze będziemy dziećmi swoich rodziców:) Wypatrzyłem sobie fajny model na allegro… i zamówiłem, z prośbą o wysyłkę kurierem.

Rzecz się działa wczoraj… Około godziny 14 dzwoni do mnie kurier że jest u mnie pod blokiem a mnie nie ma… Mówię mu że może podjechać do szpitala gdzie aktualnie jestem, albo niech poczeka, w ciągu 15 min będę. W między czasie próbował mnie namówić byśmy spotkali się w miejscu jego kolejnego doręczenia… ale go wyśmiałem. Na mieście niestety zastałem niespodziewane korki, co spowodowało że na miejscu byłem w 25min. Dzwonie do kuriera i pytam się gdzie jest… a on mówi że teraz to już na jakiejś tam Marmurowej… (tak czy owak, zupełnie gdzie indziej:/) Mówi że czekał na mnie 20min i sobie pojechał. Pytam się zatem kiedy pojawi się u mnie ponownie… a on na to że dzisiaj to już nie… będzie jutro… (Tutaj zacząłem mu tłumaczyć, od czego jest kurier… a on na to że i tak nie zrozumiem, więc nie będzie mi się tłumaczył) O nie! Zirytował mnie…

Wracam do domu… włączam komputer, szukam telefonu do firmy kurierskiej… i dzwonie… Odbiera miły kobiecy głos… p. Agata:) Przedstawiłem się i najspokojniej jak potrafię (choć z zatroskaniem w głosie) informuje ją że mam problem. Tłumaczę że kurier nie doręczył mi przesyłki bo nie było mnie w domu, a w rozmowie telefonicznej był „opryskliwy”. Dodaje (zgodnie z prawdą!) że do tej pory byłem ‘rozpieszczony’ przez innych kurierów którzy wyruszając w miasto dzwonili do mnie i zapowiadali się w stylu: „Będę o tej i o tej… czy Panu pasuje?” I to ja rozumiem… tak to ma wyglądać… od tego jest kurier… gdybym chciał zastać awizo w drzwiach to bym sobie Pocztą Polską wysłał… (Priorytet też idzie jakieś 2 dni i jak nie ma mnie w domu to muszę śmigać na pocztę). No i że nie po to płacę przeszło 2x więcej by być narażonym na takie niewygody… Pani powiedziała że nie wie czy uda jej się to załatwić, ale zadzwoni do kuriera i zapyta się co i jak… (Po 10min telefon) „Kurier powiedział że może być u Pana między 15 a 15.30, pasuje Panu?” – Cudownie – odparłem:D

Żebyście widzieli minę tego kuriera jak wlazł finalnie na to moje trzecie piętro… eh… Bezcenne… :D

I do tego taka hiperintensywna uprzejmość z jego i mojej strony… „Proszę bardzo”, „Dziękuję bardzo”, „Do widzenia”, „Do zobaczenia”… itp…

Kurier : Rafał (0:1)

(Rafał)

piątek, 05 czerwca 2009, studentow2och

Komentarze
Gość: , chello089074030152.chello.pl
2009/06/08 21:35:06
ojj tak, ladnie to rozegrales :) ja myslalam ze szlag mnie jasny trafi jak przyszla do mnie pizza ze zlym sosem i w dodatku ze zle obliczona znizka. Trzymalam ten obrzydliwy koncentrat pomidorowy szumnie nazwany sosem przez tydzien, chcac isc do pizzerii i im milo wytlumaczyc ze nie bede im przeplacala za zly sos, ale pech ccial ze trafilo na najgoretszy okres kolokwialny, wiec ostatecznie sos wyladowal w smieciach. Mimo to dzis - hurray - przyszla dobra pizza z dobrym sosem. I flirtujacy pan stwierdzajacy ze dzis goraca :D taa.
dobra, teraz troche wiecej prywaty bo czemu by sie nie chwalic-chyba zaliczylam dzis cholerne szpilki na anatomii i w sobote ustny :D ech. No. To juz :)
-
Gość: ja, chello089079041004.chello.pl
2009/06/09 21:07:08
no dobrze, rozumiem, ale... hm, biedny kurier. Każdy kij ma dwa końce. Spytasz, czemu w takim razie został kurierem? Może nie mógł pójść na studia, może nie miał za co,le może tak się złożyło, że akurat w tym okresie życia jest kurierem. Tylko pamiętaj o jednym, drogi Rafale: każdy ma swoje życie, swoje problemy. Może tego dnia chciał skończyć wcześniej, może żona go zdradza, może dziecko choruje, może zwyczajnie był zmęczony. Że Cię nie obchodzi? Ok, przyszły Panie Doktorku. W takim razie czemu wymagasz od profesorów wyrozumiałości, kiedy nie umiesz na egzamin? Czemu gdy masz gorszy dzień odbija się to na innych? I już sobie wyobrażam jak po studiach staniesz się wzorowym lekarzem, który nie urywa się wcześniej, bo dzieci chorują, bo coś jest nie tak. Trochę wyrozumialości, bo kiedyś możesz Ty potrzebować łaski. A ludzie są tylko ludźmi.
-
2009/06/12 00:12:47
Wszystko to piękne co napisałeś drogi "Ja", ale niestety trochę mijasz się z pewnymi założeniami tematu... Śpieszę z wyjaśnieniem: "Biedny kurier" mówisz... zawód jak zawód... nic do niego nie mam... i nie rozpatruje tego w kategoriach... coż się w życiu tego biedaka musiało wydarzyć że chłopak został kurierem... co w tym złego... kurier zawód jak każdy... zatem nie doszukuj się w mojej wypowiedzi ani nutki deprecjonowania jego posady... A teraz do rzeczy... Odnoszę wrażenie że Twój wpis jest tak trochę sztuka dla sztuki... (choć oczywiście cieszy mnie on, jak każdy inny:) W pracy nie ma miejsca na prywatę... i choć 80% ludzi tego nie rozumie to nie przestaje to być faktem! Poza tym wrzucasz kilka rzeczy do jegego worka... Czym innym jest skończyć kiedyś pracę wcześniej (z powodów osobistych lub każdych innych) a czym innym odreagowywanie w pracy... a jeszcze czym innym ZWYKŁA nieuprzejmość i chamstwo! Do tego musimy dodać jeszcze (w przypadku firmy kurierskiej) różną politykę firm... więc sprawa jest bardziej złożona niż to zarysowałeś... Sprawa tej przesyłki mogłaby wyglądać zupełnie inaczej gdyby nie przebieg rozmowy z kurierem (dwukrotnej zresztą... :) Nie było mym pierwotnym założeniem zmieszanie go z błotem... czego oczywiście nie zrobiłem! Wszystko odbyło się kulturalnie... pragnąłem jedynie dojść swoich praw... i doszedłem. To trochę tak jakbyś przyszedł do salonu samochodowego... kupić samochód z danym wyposażeniem... a sprzedawca sprzedał Ci inny... lub na innych warunkach niż wcześniej uzgodniliście... Nie wiem czy zacząłbyś od zgłębiania tematu 'cóż takiego się stało w życiu tego biednego człowieka że zamiast prawnika został sprzedawcą... i pewnie dlatego że go Marysia zdradza Ty masz np samochód bez ABS lub AC choć za to właśnie przecież przed chwilą zapłaciłeś... '. Jeśli tak... to głębokie wyrazy szacunku, choć niestety także i współczucia...
-
2009/06/23 10:07:37
Nie ważne co robisz...rób to dobrze! Moja przygoda z kurierem zaczęła się od zamówienia sprzętu przez net, w zamówieniu poprosiłam o dostarczenie paczki po godzinie 15.30- po tej godzinie zawsze jestem w domu. Oczywiście paczka dotarła dużo dużo wcześniej, kurier na awizo zamazał godziny w których dowozi paczki, nie zostawił numeru telefonu kontaktowego, nie zaznaczył o której godzinie był i ...nie podpisał się...KURIER WIDMO!Zadzwoniłam do firmy kurierskiej, rozmawiałam z przemiłą panią, która tłumaczyła kuriera obsługującego ten teren, że owszem kursuje w tych rejonach ale jest to trzecia strefa ( mieszkam w mieście )i on musi być na 15 w bazie segregować paczki na następny dzień i nie ma możliwości żeby dostarczył paczkę w póżniejszych godzinach (????) Oczywiście po wymianie zdań i krótkim lecz treściwym komantarzu z mojej strony na temat "atutów firmy" pani zdecydowała że następnego dnia przekaże paczke innemu kurierowi, który dostarczy ją pod inny wybrany przeze mnie adres bliżej miejsca urzędowania firmy (w 1 ewentualnie 2 strefie ). Ochłonełam, podałam adres bo bardzo zależało mi na tej paczce a nie mogłam odebrać jej osobiście...następnego dnia kurier dostarczył paczkę pod wskazany adres, nie miał wydać 10 zł w związku z tym zapowiedział, że niebawem wróci-w drodze powrotnej przywiezie pieniądze...i tyle go widzieli!!! Dzieki Bogu osoba, która odbierała moją paczkę wpadła na pomysł otwarcia jej w obecności kuriera ( żeby spisać protokół szkody w razie ewentualnego uszkodzenia zawartości paczki) jak się okazało sprzęt był zmiażdżony... trzeba mocno "ściskać" paczkę żeby połamać osłony w grubego plastiku...Generalnie to co można było zobaczyć po rozpakowaniu paczki w niczym nie przypominało zamówionego towaru.To moja pierwsza przygoda z kurierami w takim wydaniu...wcześniej nigdy nie było żadnych kłopotów. Ciekawe jaką teorią wyjaśni ten przypadek "JA".
Czekam 2 miesiąc na uznanie reklamacji...szlag mnie trafia...chyba więcej wydałam na telefon do firmy z której zamawiałam towar w oczekiwaniu na jakąkolwiek informację niż opłata za sprzęt który zamówiłam.
-
2009/07/13 18:51:43
Hmmmm, ostatniego kuriera miałam naprawdę w porządku, ale jak pamiętam swój pierwszy raz... O matko... Facet przyjeżdzał chyba 3 razy, ani uprzedził, ani cokolwiek, mijał się ze mną, za trzecim razem bodajże przesyłkę miała odebrać mama i... Okazało się, że pan kurier obmyślił to sobie tak, że nawet nie pofatygował się do domu! Tylko zostawiał awizo w skrzynce przed bramką od razu. Gdyby go mama nie przydybała, to nie wiem, kiedy dostałabym przesyłkę - dokumenty z banku... Zdarzają się kwiatki i kwiateczki, ale teraz już wiem na pewno, że jest jedna firma kurierska, której usług nikomu nigdy nie polecę.
-
Gość: he, 62-61-36-153.static.hnet.pl
2009/08/18 21:48:45
weszłam tu przypadkiem, ale po przeczytaniu tego wpisu jestem pewna, ze chodzi o firme DPD i skandaliczne praktyki jej kurierow. Telefony w stylu: jestem pod domem (??) To zadzwon domofonem do cholery!! pozdrawiam :)
-
Gość: , 212-87-13-75.sds.uw.edu.pl
2009/10/19 22:02:37
No chłopaki nieżle Wam idzie to pisanie:) oby tak dalej a nowej notki doczekamy sie pod choinkę