Kategorie: Wszystkie | Medyczne | Prywatne
RSS
piątek, 05 czerwca 2009
Nie ma to jak kurier...

Ponoć w każdym facecie jest coś z gadżeciarza. We mnie jest na pewno… wprawdzie moje skromne środki finansowe nie pozwalają mi panoszyć się po mieście z najnowszym modelem telefonu i to najlepiej zmienianym co kilka miesięcy… ale każdy orze jak może… ja też fajnym gadżetem nie wzgardzę:)

Ostatnio postanowiłem że kupię sobie słuchawkę bluetooth do telefonu. W gruncie rzeczy zostałem namówiony do tego rodzaju zakupu przez moją rodzicielkę… która dostawała gęsiej skórki na myśl o mojej ułańskiej fantazji (a raczej głupocie) bo gdy jadąc samochodem prowadzę jedną ręką gdyż druga dzielnie trzyma telefon… Do tego stwierdziła że sprezentuje mi ją na dzień dziecka… (jak to dobrze że zawsze będziemy dziećmi swoich rodziców:) Wypatrzyłem sobie fajny model na allegro… i zamówiłem, z prośbą o wysyłkę kurierem.

Rzecz się działa wczoraj… Około godziny 14 dzwoni do mnie kurier że jest u mnie pod blokiem a mnie nie ma… Mówię mu że może podjechać do szpitala gdzie aktualnie jestem, albo niech poczeka, w ciągu 15 min będę. W między czasie próbował mnie namówić byśmy spotkali się w miejscu jego kolejnego doręczenia… ale go wyśmiałem. Na mieście niestety zastałem niespodziewane korki, co spowodowało że na miejscu byłem w 25min. Dzwonie do kuriera i pytam się gdzie jest… a on mówi że teraz to już na jakiejś tam Marmurowej… (tak czy owak, zupełnie gdzie indziej:/) Mówi że czekał na mnie 20min i sobie pojechał. Pytam się zatem kiedy pojawi się u mnie ponownie… a on na to że dzisiaj to już nie… będzie jutro… (Tutaj zacząłem mu tłumaczyć, od czego jest kurier… a on na to że i tak nie zrozumiem, więc nie będzie mi się tłumaczył) O nie! Zirytował mnie…

Wracam do domu… włączam komputer, szukam telefonu do firmy kurierskiej… i dzwonie… Odbiera miły kobiecy głos… p. Agata:) Przedstawiłem się i najspokojniej jak potrafię (choć z zatroskaniem w głosie) informuje ją że mam problem. Tłumaczę że kurier nie doręczył mi przesyłki bo nie było mnie w domu, a w rozmowie telefonicznej był „opryskliwy”. Dodaje (zgodnie z prawdą!) że do tej pory byłem ‘rozpieszczony’ przez innych kurierów którzy wyruszając w miasto dzwonili do mnie i zapowiadali się w stylu: „Będę o tej i o tej… czy Panu pasuje?” I to ja rozumiem… tak to ma wyglądać… od tego jest kurier… gdybym chciał zastać awizo w drzwiach to bym sobie Pocztą Polską wysłał… (Priorytet też idzie jakieś 2 dni i jak nie ma mnie w domu to muszę śmigać na pocztę). No i że nie po to płacę przeszło 2x więcej by być narażonym na takie niewygody… Pani powiedziała że nie wie czy uda jej się to załatwić, ale zadzwoni do kuriera i zapyta się co i jak… (Po 10min telefon) „Kurier powiedział że może być u Pana między 15 a 15.30, pasuje Panu?” – Cudownie – odparłem:D

Żebyście widzieli minę tego kuriera jak wlazł finalnie na to moje trzecie piętro… eh… Bezcenne… :D

I do tego taka hiperintensywna uprzejmość z jego i mojej strony… „Proszę bardzo”, „Dziękuję bardzo”, „Do widzenia”, „Do zobaczenia”… itp…

Kurier : Rafał (0:1)

(Rafał)

15:31, studentow2och , Prywatne
Link Komentarze (7) »
czwartek, 04 czerwca 2009
Wypełniam swoje przeznaczenie...

Eh… już trzecie dzień siedzę w domku i próbuje skupić się na sesji… a dookoła tyle „dystraktorów” (w wolnym tłumaczeniu – rozpraszaczy:P) Wprawdzie mieszkanko jeszcze nie błyszczy, ale za to np. dzisiaj idę do Teatru Wielkiego na Jezioro Łabędzie… :) Zawsze jakiś sposób na oderwanie się od rzeczywistości… :D

W ramach aktualizacji danych… powiem Wam że udało nam się wreszcie zaliczyć tę urologię z którą tak mozolnie się zmagaliśmy… Ja mam spokój z nią od jakichś 3 tygodni… Krzysiek zaliczył ostatnie zajęcia dosłownie wczoraj… PO 8 MIESIĄCACH od nieobecności… (Vivant profesores:) Tak czy owak urologia wreszcie za nami…

Wczoraj odwiedził mnie ubezpieczyciel który ubezpiecza nasze (to nie znaczy że moje i Krzyśka:P) autko. Dowiedziałem się że po mieście porusza się skuterem 650cm3 i kilka dni temu pomykał na jednej z głównych łódzkich ulic ponad 165… Jestem pod wrażeniem… nie wiem jeszcze tylko czy odwagi czy głupoty… ale i tak mnie zaskoczył, bo zdecydowanie nie wyglądał na takiego „hardcore’owca”:) Opowiadał jak to złośliwi potrafią być motocykliści i jak bardzo łatwo stracić lusterko w samochodzie… (jak się podpadnie jednośladowi:P) Eh… życie…

Na koniec umieszczę linka… z dwóch powodów… to co jest tam przedstawione po 1. Fajnie brzmi… a po 2. Fajnie wygląda… nie widziałem takiej reklamy w PL (ale to pewnie dlatego że z założenia nie oglądam TV marketów)



(Rafał)

12:52, studentow2och , Prywatne
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 01 czerwca 2009
Zbliża się...


Nieuchronnie od pewnego czasu zbliża się…. SESJA!!! Okres wybitnie nielubiany wśród studentów wszelakiej maści, wyznania i kierunku… Nie ma jednak tego złego co by w jakiś sposób na dobre nie wyszło:) bowiem jest to także okres wzmożonej płodności „postotwórczej” akademickich blogerów:) Mechanizm jest drastycznie prosty… siedzisz w domku, czujesz wielką potrzebę nauki… i absolutny brak chęci do niej… W tym przypadku, by nie móc sobie zarzucić nieróbstwa… a już w żadnym razie lenistwa zaczynasz imać się wszelkich zajęć poza nauką:D Ja w okresie sesji odnajduje się np. w temacie sprzątania… całego mieszkania… gotowania… chodzenia na zakupy… lub innych pasjonujących, choć niestety nie związanych z nauką, czynności… Sami rozumiecie że jeśli ktoś w tej sytuacji jeszcze dodatkowo piszę bloga, to nagle odnajduję w sobie wręcz dar i chęć krzewienia swoich poglądów wśród innych… odnajduje misję… niczym Konrad w III części Dziadów:P
Zresztą jeśli ktoś pamięta… to nasz blog powstał właśnie pod koniec września… kiedy to siedziałem nad zaległym egzaminem w Kampanii Wrześniowej… i nękany różnymi namiętnościami postanowiłem (postanowiliśmy:) dać im upust właśnie w ten elektroniczny sposób:)

A zatem sesję czas zacząć:D

(Rafał)


15:05, studentow2och , Prywatne
Link Komentarze (7) »
piątek, 24 kwietnia 2009
„Chyba zostanę”… neurochirurgiem… :)

 

     Zdaliśmy egzamin praktyczny z Zakazów… To nie było nawet takie straszne… choć przyznam że moje spotkanie z panią dr mimo dobrego wyniku obnażyło kilka moich naukowych słabości… :) 


    Obecnie jestem po dwóch dniach na neurochirurgii… 2 dni… i dwóch prelegentów. (Bo zajęcia polegają głównie na słuchaniu – as always :) Obaj dostarczyli nam wielu wrażeń… (Tu krótka dygresja:) Przeciętny student piątego roku studiów, pewnie jakichkolwiek (ale tych szczególnie), przesiedział już setki godzin na różnego typu pogadankach, prelekcjach, wykładach… i jest w stanie bardzo szybko ocenić wykładowcę. Osobiście jestem w stanie w ciągu pierwszych 60 sekund wykładu określić stopień „umiejętności dydaktycznych” prowadzącego… Większość niestety zmusza mnie do brania małej poduszeczki na zajęcia i piżamki… :P Ale zdarzają się wyjątki… i to właśnie jeden z nich!!
   

    Pierwszego dnia przyszedł pan doktor, z wyglądu wprawdzie niepozorny, ale rewelacyjny… Mimo bólu głowy i kataru, słuchałem go uważnie… z zajęć wyniosłem sporo (informacji) i mądrości życiowych… a nic tego nie zapowiadało, ponieważ ów dr powitał nas dopalając kiepa (dosłownie 0,5 cm papierosa :P) i wyrzucając do pobliskiej toalety… ogólnie początkowo niestety zrobił na mnie wrażenie jakby był bardziej „pracownikiem administracyjnym” uczelni… a nie naukowym – BARDZO mylne pierwsze wrażenie… Wielki respekt dla Pana doktora!!
    Dziś również trafiliśmy na godnego posłuchania pana dr… Obaj mieli bardzo ironiczne i sarkastyczne poczucie humoru (mój żywioł!!!) Pozytywne podejście do studentów, wreszcie jako „przyszłych kolegów”!! A zatem „so far, so good” – i oby tak dalej!! Gdyby nie fakt że nigdy mnie to nie interesowało… i uważam to za CZARNĄ MAGIĘ… to jeśli chodzi o tzw. „ekipę” – wpisuje się!!:D

    Na sam koniec… coś dzisiaj do mnie przyszło na gg… i ponieważ podoba mi się wykonanie… zamieszczam owy skecz tutaj! 

 

 

(Rafał) 

21:17, studentow2och , Medyczne
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
W poszukiwaniu straconego czasu...

 

Ile to się człowiek musi nalatać żeby nic nie załatwić!!! Wczoraj wieczorem skończył mi się toner w drukarce… w wybitnie niefortunnej chwili gdyż właśnie drukowałem prelekcje z Zakazów z których mam w środę egzamin! Tak więc dziś pełen wiary i nadziei wyjąłem z owej drukarki coś co miało szansę być tonerem i ruszyłem wymienić – kupić tzw. Refill. Adres odpowiedniej firmy wziąłem z Google. Niestety nic bardziej mylnego i błędnego… 

Serwis poinformował mnie że istnieje sklep na ul. Zachodniej 91… Sklepu brak (ponoć był, ale się zmył:P)

Kolejne zerknięcie do google.pl i nowy adres: Piotrkowska 93… Tam też sklepu brak, ale znalazłem całkiem fajną piekarnie… Gdyby nie fakt że kobitka podaje pieczywo brudnymi łapami to serdecznie polecam… (razowiec pycha)

Tym razem postanowiłem zadzwonić do ów firmy… telefon miał zadzwonić właśnie na Piotrkowskiej 93, ale okazało się że zadzwonił na Piotrkowską 287 (pewnie wielu z Was to dużo nie powie… ale to jakieś 5km dalej:/)

Ale Pan był na tyle miły by poinformować mnie o jakiejś bliższej lokalizacji… 


Choć to niestety nie koniec przygód… i mojego zdziwienia… W odwiedzonej przeze mnie filii poinformowano mnie że Oni nigdy nie mieli sklepów we wskazanych lokalizacjach… Eh…


A Refill do mojej drukareczki (która kosztowała ponad rok temu ok. 230zł) kosztuje 207zł!!! No kurdę!! Troszkę drogo, nie?! To już się bardziej opłaca nową kupić… Porażka.


Finalnie, w zakresie drukowania prelekcji (skryptu) z zakazów, wykorzystałem swoją ukochaną Mamuśkę… ale w kwestii tonera nie załatwiłem nic… a to całe nic zajęło mi jakieś 2h !!! Wrr!!!

 

(Rafał) 

20:04, studentow2och , Prywatne
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 kwietnia 2009
Zakazy, zakazy...

 

    Podczas mojej absencji blogowej zdążyliśmy zaliczyć Immunologię. Ponieważ nic godnego uwagi się tam nie działo to i wena nie dopisywała… Obecnie przechodzimy szkolenie z Chorób Zakaźnych – tzw. Zakazów. Najpierw trafiliśmy na część pediatryczną gdzie mieliśmy do czynienia z bardzo sympatyczną i przy tym fachową Panią doktor (wymarzony asystent na egzamin:). W tej chwili jesteśmy już na dorosłych, gdzie asystenci zmieniają się nam jak w kalejdoskopie… kilka dni, a już mieliśmy 3 asystentów. Ogólnie nie można narzekać… Naszym rytuałem stała się ostatnio przed zajęciowa (po prelekcji, a przed praktyką) kawa… Kilka razy nas już na niej nakryto, więc teraz chodzimy na inny oddział na kawę… :P (gdzie okazało się być nawet całe 30gr taniej:P) Pewnego razu jak nas nakryli rozmowa wyglądała tak:

Pani DR: Studenci?
My/Ja: Tak…
Pani DR: Z kim macie zajęcia?
My/Ja: Z dr……
Pani DR: No to na oddział do pacjentów migiem… nie wolno Wam pić na zajęciach…!!!
My/Ja: Ale Pani DR to TYLKO kawa:D:D:D
Pani DR: [subtelny, graniczący z grymasem bólu, uśmiech]
(BTW: Masakryczna kobitka!!!)

WIELKIMI krokami zbliża się egzamin praktyczny więc właśnie zabierając się wreszcie do nauki postanowiłem coś napisać… :) To chyba dość klasyczny mechanizm… :D 

Na koniec, ot tak na smaczek przestroga dla samo edukujących się kobiet, bowiem „overeducation leads to uglyness”...

 

(Rafał) 

13:51, studentow2och , Medyczne
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 marca 2009
Przegląd prasy… tzn. Bash’a :)

 

1)<macki> i co, jak tam się studiuje? :D 
<olks> w rzeczywistości to prawie w ogóle nie studiuje ;p 
<macki> Rzeczywistość... to stamtąd dostarczają mi pizze...

2) <ona>słyszałem, że niemka Cię do dyra wysłała =)
<ja>no ...
<ona>za co?
<ja>Abo widzisz tak jakos wyszło że powiedziała :Wiesz co ty to już mi sie po nocahc snisz"
<ona>i tylko za to?!
<ja>yyy...nie no bo ja odpowiedziałem: "No to bardzo fajnie, ale co mąż na to"
<ona>ty też mogł bys czasami ugryźc się w jezyk...

3) <paweł> codziennie budzę się przystojniejszy, ale dzisiaj kurwa to już przesadziłem. :D

4) <karola> dlaczego nad siedzeniem kierowcy nie ma lusterka ? :(
<jacek> widzisz, nawet projektanci samochodw uwazaja ze miejsce kobiety jest nie za kierownica a po prawej stronie :P

5) <policja> wie pan za co pana zatrzymujemy?
<zatrzymany> za pieniadze podatnikow?

6) <Kuba> jedno ze zdań w artykule na dziennik.pl
<Kuba>"Osiem kobiet poskarżyło się, że nie zostały przyjęte do pracy, bo "nie były dość ładne i młode". Sąd przyznał im rację. "
<Kuba> nie wiem jak mam odbierać to zdanie..

7) <fubo> ostatnio, po kilku piwach, wróciłem do domu, gdzie czekała na mnie moja ukochana mamusia.. a ja do niej, z takim beztroskim uśmiechem: "Mamo, gdzie my się właściwie poznaliśmy?"
<fubo> na trzeźwo to już tak nie śmieszy :-/

8) <i> Odnosząc talerze po "pysznym" obiedzie na stołówce w Internacie:
<szczepan> Prawie mi się "dziękuję" wyrwało.

9) darkblindr: Bóg nas zbawi,
darkblindr: tak pisze w Biblii.
Mrx: Windows się nie wiesza,
Mrx: tak pisze na stronie Microsoftu...

(numerki to oczywiście nie gradacja "fajności" tylko tak dla porządku:P) 

 

(Rafał) 

10:51, studentow2och , Prywatne
Link Komentarze (6) »
piątek, 13 marca 2009
Mięknę... :/

 

    Po gineksach przyszła pora na Hematologię… i tu wielkie zaskoczenie – mięknę!!! Jeszcze 2 lata temu jak byłem na tym oddziale, nic mnie nie było w stanie „ruszyć”… a dziś gdy przemierzam oddział w poszukiwaniu pacjenta prezentującego „charakterystyczne objawy” zauważam ogrom tragedii tych ludzi… Około połowa pacjentów to ludzie do 50 roku życia… można by rzec w kwiecie wieku… aż tu nagle AML, CLL itd… (różne hematologiczne nowotwory, głównie białaczki – skróty są ważne bo nie trzeba przy pacjencie powtarzać co chwila słowa „białaczka” – choć oni i tak swoje wiedzą… ) i życie się zaczyna DRASTYCZNIE skracać, albo w najlepszym wypadku tracić na jakości… Jestem tam drugi dzień i już zdążyło nas ‘opuścić’ trzech pacjentów:/ Z żadnym z nich nie byłem emocjonalnie związany ale co fakt to fakt! Widuje ludzi czasem niewiele starszych ode mnie i aż mnie ciarki przechodzą… nie potrafiłbym być hematologiem! 
   

    To co mówię nie znaczy wcale że białaczka jest jednoznacznym i nieodwołalnym wyrokiem. Wielu pacjentów leczy się jedynie w przychodni… wielu z tego wychodzi i żyje jeszcze „długo i szczęśliwie”, ale na oddziale… tu spotyka się raczej przypadki nieco cięższe… choć i pośród nich znajdują się szczęśliwcy… którym dane jest wejść w tzw. stadium remisji…

Z cyklu: „Takie rzeczy to tylko w Erze… i polskich szpitalach”:)

1) Wpis w karcie: 12.03.2009r „Pacjentka z podejrzeniem krwawienia do ośrodkowego układu nerwowego”
Poniżej: „Tomograf komputerowy wyznaczony na 21.03.2009”
(Komentarz: Krwawienie do OUN jest zjawiskiem wysoce niebezpiecznym, wymagającym błyskawicznej diagnostyki… ale czasem napotykamy na ograniczenia… logistyczno-sprzętowe :P PS. Możliwe że zamówiono pacjentce choćby konsultacje neurologiczną… tego nie jestem w stanie stwierdzić.)

2) Był sobie pacjent… powiedzmy Marciniak Paweł… (chodzi o pewną analogię w personaliach, której nie jestem w stanie oddać dokładnie nie używając faktycznych danych, ale spróbuje…). Pacjent umierający (obecnie już Śp.) Pielęgniarki krążyły wokół niego robiąc mu różne badania… budziły go, mówiły do niego… ale nigdy nie spojrzały DOKŁADNIE w kartę… i zawsze zwracały się do niego „Panie Marcinie”!!! Niby drobiazg, a jaka żenada… i ta mina członków rodziny bojących się zwrócić personelowi uwagę na ten jakże istotny szczegół… (bo sam pacjent nie był już w stanie się buntować:/)


No i na koniec wstępna ocena oddziału… (tyle na ile można się wypowiedzieć po dwóch dniach:) Oddział i pracownicy wyglądają i zachowują się profesjonalnie… (czego nie zawsze można powiedzieć w innych obiektach) nie przyłapałem nikogo na drastycznej niekonsekwencji ani chamstwie czy prostactwie :P Wręcz przeciwnie… pierwsze dnia urzekł mnie wybitnie pan prof. S. (na oddziale rezyduje trzech profesorów). Bardzo umiejętnie rozmawiał z rodziną umierającego chorego… pełna kultura i empatia. Często zwracał się podczas obchodu do studentów… spokojny, wyważony… ale rzeczowy… naprawdę KLASA!:) 

(Rafał)

21:08, studentow2och , Medyczne
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 marca 2009
Ginekologia czyli jedno wielkie g…

W środę rozpoczęliśmy zajęcia na ginekologii, i powiem szczerze, że gdyby nie pokój socjalny z łóżkiem byłyby to najgorsze i najnudniejsze zajęcia w historii. A tak to przynajmniej sobie człowiek trochę poleży! Oczywiście nasz asystent już pierwszego dnia pokazał nam jak ważna jest dydaktyka- wziął 3 osoby na zabieg a reszta miała podłączyć się do kogoś innego…ale że nikt nas nie chciał i nawet delikatnie zasugerowano nam że mamy swojego asystenta i to od niego powinniśmy się uczyć, spędziłem pierwszy dzień ginekologii leżąc na łóżku – i to aż to godziny 15… naprawde nie wiem po co te zajęcia mają trwać tak długo- powinny być chociaż jakies materace przeciwodleżynowe alo cos :P

W kolejnych dniach było lepiej- ale dalsza część nadrabiania zaległości wkrótce… Powiem tylko że dziś odkryliśmy dzwonek, którym powinni wzywać nas na porody i operacje… ale odkryliśmy go dzis, kiedy jutro kończymy zajęcia, a i to nie było wezwanie na operację, tylko jakiś asystent przypadkiem o tym wspomniał…;/

 

Pozdrawiam

 

Krzysiek

21:59, studentow2och , Medyczne
Link Komentarze (4) »
Anestezja, czyli ze skrajności w skrajność

Wprawdzie Rafał opisywał już fenomenalne zajęcia z anestezji jak to lataliśmy z gołymi dupami po bloku operacyjnym wzbudzając powszechną radość i ogólne poruszenie ale muszę coś uściślić… otóż kiedy kazano nam zdjąć spodnie- bo w jeansach na blok nie wolno, a do ubrania dostaliśmy tylko fizelinowe fartuszki stwierdziłem- ok., zasady to zasady, pierwszy blok który czegoś pilnuje… ale zaraz potem zostałem sprowadzony na ziemię- otóż neurochirurg który robił „wycięcie blaszki miażdżycowej” (wg pani anestezjolog :P) odszedł w pewnym momencie od stołu, i nie zmieniając rękawiczek zapalił sobie papierosa może nie bezpośredni przy operowanym pacjencie, ale za progiem sali czyli 3 metry od niego…

I już wiem dlaczego na innych salach można wchodzić w spodniach a tutaj nie- bo na innych blokach operacyjnych się nie pali, a przecież liczba szkodliwych substancji na bloku nie powinna przekraczać pewnych norm :P

Natomiast kolejnego dnia, mimo buńczucznych zapowiedzi że przyjdę nago i jak mi każą bez spodni latać to się zdziwią, wziąłem jednak własne spodnie i poszliśmy kolejny raz na blok… tym razem trafiłem na chirurgię ogólna i przecudowną Panią anestezjolog, która przez caly czas trwania zabiegu  starała nam się wszystko tłumaczyć i odpowiadać na nasze czasem dość laickie pytania… otworzyła i pokazała nam też parę sprzętów anestezjologicznych, co na naszej uczelni nie zdaża się zbyt często (zazwyczaj jest jedno narzędzie otwarte sto lat temu, i tak zużyte że nie do końca wiadomo co to w ogóle jest…)

Wielki pokłon dla pani doktor, której to zazdrościli nam wszyscy, łakomie zerkając przez szyby z sąsiednich Sali operacyjnych i z niedowierzaniem patrzyli na asystenta, który naprawdę chce nas czegoś nauczyć!

 

Krzysiek

21:48, studentow2och , Medyczne
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9